W Kasparusie tylko o Jezusie

Kilka dni temu wróciłam z najwspanialszych rekolekcji, jakie kiedykolwiek przeżyłam. Mimo że posługiwałam na nich jako animator, były one także dla mnie czasem refleksji i prawdziwą szkołą życia. Od początku do samego końca czułam na nich obecność i ogromne wsparcie Pana Boga.

Jeszcze przed ich rozpoczęciem najpierw nie miałam na nie jechać, bo zostałam wysłana na inne. Jednak kiedy dowiedziałam się, że ostatecznie jadę na Oazę Dzieci Bożych do Kasparusa, pojawiły się pewne obawy i chęci rezygnacji. A muszę przyznać, że mam tak za każdym razem, gdy jakiś wyjazd ma być dla mnie cudownym czasem.

Chociaż wcale się do tego nie przyznałam, to już od samego początku nie podobało mi się to, że dostałam do prowadzenia grupę chłopaków. Ostatecznie okazali się siódemką kochanych broi, na których pomysłowość i chęć działania mogłam zawsze liczyć. Szczególnie pokazali to dnia, w którym gorączka położyła mnie do łóżka. Potrafili się zorganizować i wysłuchać mnie, kiedy miałam im coś do powiedzenia, a jasełka przez nich przygotowane i przedstawione sprawiły, że byłam niezwykle dumna z mojej grupy.

Jednego dnia jeden z moich uczestników miał ogromny problem. Poszłam z nim porozmawiać. Kiedy już nie wiedziałam, co mam mówić, zaproponowałam mu, abyśmy się wspólnie pomodlili, aby Bóg rozwiązał tę sprawę jak najlepiej. W pewnym momencie przypomniały mi się słowa, które gdzieś kiedyś usłyszałam, aby w każdej trudnej sytuacji czytać Pismo Święte. Szybko pobiegłam po moją Biblię. Pomodliliśmy się o Ducha Świętego i poprosiłam chłopca, aby otworzył je gdziekolwiek. Fragment, który otrzymał, tak bardzo pasował do tego, co mi o sobie opowiedział i dał dla niego takie wskazówki, że do końca dnia nie mogłam wyjść spod wrażenia wielkiego działania Pana Boga. Cała ta trudna sprawa następnego dnia rozwiązała się bardzo pozytywnie.

Był też jeden taki wieczór, gdy podeszłam do jednego z uczestników, aby go przeprosić za pewną sytuację. Powiedział mi wtedy, że czuje się trochę niezręcznie, bo odkąd pamięta to nikt go nigdy za nic nie przeprosił. Pogodziliśmy się wtedy i od tamtej naszej rozmowy zauważyłam, że on zmienił do mnie swoje nastawienie. Pomyślałam wtedy o tym, że ja bardzo często jak zrobię coś nie tak, to od razu przepraszam, bo mam ogromne wyrzuty sumienia. Zawsze mnie ta postawa we mnie denerwowała, jednak dzięki tamtej osobie zrozumiałam, że jest ona bardzo ważna, gdyż moje słowo „przepraszam” może być dla kogoś pierwszym takim usłyszanym.

W czasie tych rekolekcji działo się wiele dobra w wszystkich serduszkach, ponieważ Zły bardzo mocno chciał nam przeszkodzić. Szczególnie doświadczyliśmy tego w licznych chorobach pojawiających się każdego dnia, a zwłaszcza przez grypę żołądkową. Były chwile, kiedy jako animatorzy chcieliśmy się poddać, bo brakowało nam już sił do walki z przeciwnościami. Były nieprzespane noce, kiedy trzeba było sprzątać i czuwać nad chorymi dziećmi; nie tylko noce, bo również i za dnia musieliśmy dawać jak najwięcej z siebie. Ale św. Paweł powiedział: Moc bowiem w słabości się doskonali. /2Kor 12,9/ Ja także umocniłam się przez te wszystkie problemy, np. nauczyłam się udzielać pierwszej pomocy przy krwawieniu z nosa.

Aż do ostatniej chwili Pan Bóg był blisko nas. Do wspaniałego Kasparusa przyjechał po mnie tata. Wracał z nami jeszcze jeden animator, aby potem przesiąść się na pociąg. Pytam się czy zdążymy, na pewien konkretny, a tata na to, że będzie ciężko. Jechał wcale się nie spiesząc i nie przekraczając dozwolonej prędkości. Na dworzec przyjechaliśmy cztery minuty przed odjazdem pociągu. Bóg czuwał nad naszą podróżą, nawet kiedy kierowca, który się potem do tego przyznał, nie wierzył w to, że uda nam się dojechać przed czasem.

Dzisiaj dziękuję Panu Bogu za ten czas. Umocnił mnie, dał mi odpowiedzi na niektóre moje pytania, wiele wniosków z przemyśleń nad moim życiem i zaowocował nowymi znajomościami.

Chwała Panu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *